Charytatywne, czyli jakie...? Moje spostrzeżenia na temat takowych spotkań

Hej,

Nie samymi kosmetykami człowiek żyje, dlatego czasem warto wprowadzić temat skłaniający do dyskusji i refleksji. Właśnie takowy jest tematem przewodni posta, posta, który w zasadzie miał nie ujrzeć światła dziennego. Jednak postanowiłam dać upust swojemu rozgoryczeniu... Miałam ochote przeprowadzić kulturalną dyskusje, jednak nie wyszło. A temat jak mnie poruszył, tak do tejże chwili nie przestał.

A więc porozmawiamy dziś o spotkanaich charytaywnych. Do napisania tego postu skłoniła mnie relacja z pewnego spotkania, w której wymienionych było blisko 50 sponosorów, notabene byłyo to spotkanie charyatywne. Jednak wróć, jakiekolowiek by nie było, bardzo razi ich ilość. Jasne, każdy z nas lubi dostawać prezenty, jednak uważam, że warto znać umiar i stawiać sobie granice. Wszystko jest dla ludzi, jednak właśnie to nas różni od innych żywych istot, że mamy kontole nad sobą i insynkt samozachowawczy. Niewyobrażlnym jest dla mnie wykorzystywać wszystko po maksie, nie dla wyższego dobra, tylko po to by mieć, więcej i więcej. Nie przemawia do mnie argument, że niespodzianek było tyle, bo ktoś komuś pomógł. Nie wiem jak Wy, ale ja pomgam, poprostu, ot tak z potzeby serca, nie licząc z tego tytułu na zadne profity...
I właśnie dlatego postanowiłam zorganizować spotaknie czysto charytatywne KLIK, by zebrać w jednym miejscu ludzi, którzy są bezinteresowni i wspólnie spędzając czas zrobią coś dobrego. Punktem kulimanacyjnym spotkania była loteria fantowa, z której dochód został przeznaczony na rehabiltacje Stasia, który urodził się bez rączek. Każdy wsparł chłopca, w takim stopniu w jakim pozwlała na to jego sytuacja finansowa, wązne był fakt, że wspólnie zebraliśmy sume, która relanie odciąży jego rodziców. Jak to pięknie ujęła, któraś z dziewczyn, ze spotkania wyszliśmy z pustką w portfelu, ale pełnym sercem.
Niestety nie od początku było tak różowo, zaintresowanie spotakniem było zerowe. No bo jak to nie będzie giftów, dostałam pare maili w tej sprawie. Grzmiących głośno i wyraźnie, jakim prawem sobie na to pozwaalam. Czułam się jakbym pogwałciła conajmniej konsytutcje. Nie mam pojęcia, czemu w głowach blogereczek utarło się, że jak spotkanie to i gifty... Nie wiem jak Wy, ale ja chce poznawać ludźmi, z którymi łączy mnie ta sama pasja, maniactwa a nie do jasnej chloery chęć posiadania, bo jak chce coś mieć to ide do sklepu i poprostu kupuje. O ile się nie myle, było to pierwsze takie spotkanie w blogosferze, jednak powiem Wam, że takowe powinny wejść na stałe do eventowego rozkładu jazdy w blogosferze.
Nie zrozumicie mnie źle nie mam nic przeciwko spotkaniom, którym towarzyszy akcja charyatywna, ale są też prezenty. Wszystko zależy od organizatorów, i jeśli oni robią to prosto z serca, to spotkanie wyjdzie wspaniale, wyśmienicie. Ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku. MAm wrażenie, że dziewczyny wycwaniły się, bo skoro spotkaniu przyświeca 'cel charyatywny' to firmom będzie głupio odmówić i wykorzystują to na maxa, dla nich też przecież musi być nagroda za tak wpaniałą akcje, oh i ah jakie one chojne. Co z tego, że potrzebujący korzysta, wtedy w stopniu minimalnym..

Myślę, że każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie. Szcególnie w środowisku, gdzie jedno zdarzenie może niekorzystnie wpłynać na poczynania innnych. Ja na przykład nie chce mieć nic wspólnego z takimi spotkaniami i nie chce by moje działania łączono i utożsamiano z takowymi. Nieważne w jakiej materii i sytuacji, chęć posiadania zawsze gubi!

Pozdrawiam, Ola

Top #5, czyli moje ulubione peelingi do twarzy

Hej,

Każdy z nas ma kosmetyki, które darzy największą sympatią i używa ich wręcz z namaszczeniem. Wiadomo każdy z nas ma inne preferencje, u jednych będą to balsamy u innych maski do włosów. Jednak ja totalnego hopla mam na punkcie peelingów. Oczyszczanie twarzy jest dla mnie bardzo ważnym punktem pielęgnacji. Co za tym idzie szukam w tej dziedzinie kosmetyku idelnego, ciągnie mnie do wszytskich nowinek. Ta obsesja jest fatalna w skutkach, kolekcja moich zdzieraków rozrosła się do gigantycznych rozmiarów... Ma to jednak swoje plusy, mogę Wam przedstawić swoich ulubieńców, wyłonionych na tle wiele innych. Jak same wiecie wybór jest ogromny, możemy wybieracie wśród mechanicznych, enzymatycznych czy bilogicznych. Dziś skupimy się na tych pierwszych, inne typy też napewno znajdą swoje miejsce w kolejnych notkach.

Pokrótce scharakteryzuje swoją cere, żebyście mieli punkt odniesienia. Problematyczna, skłonna do zapychania, często się błyszczy, co za tym idzie nadmierne wydzielanie sebum, często poajwiające się niespodzianki, typu wągry czy zaskórniki. Co za tym idzie stawiam na porządne oczyszczanie, lekkie formuły a przede wszystkim na bazy, który nie będą działać komedogennie. Im więcej naturalnych składników w peelingu, tym lepiej. No to ruszamy z rankingiem!

#1 Mask of magnaminty, Lush
Mój niekwestionowany numer jeden. Nie jest typowym peelingiem, to gęsta pasta oczyszcająca twarz. Drobno zmielone ziarenka fasolki Aduki odpowiadają za pilngowanie, siła zdzierenia nie jest zbyt silna. Jednak w połączeniu z innymi składnikami tego czyścika, tj. miętą, chlorofilem czy kaolinem efekt jaki uzyskujemy po myciu twarzy jest wspaniały. Oczyszczanie na najwyższym poziomie. Szykuje Wam jej recenzje w najbliższym czasie. Cena to 40zł/125 ml niestety nie jest dostępny w Polsce.Produkt naturalny.

#2 Żelowy peeling z algami, Orientana
Cudownie odświeża i koi. Jest pełen dobroczynnych składników, za złuszanie odpowiadają w nim pokrusozne łupinki orzecha włoskiego i pestek z moreli. Baze stanowią algi, które nawilżają i koją. W składzie jest też zielona herbata, która wykazuje silne działanie antybakteryjne. Dodatkowo znajdziemy też wyciągi z różnych ziół, bazyli, rozmatynu czy goździkowca. Połączenie tych orientalnych dobroic jest zbawienne dla mojej skóry, oprócz oczyszenia jest ona nawilżona i miękka. Przy regularnym używaniu zauważyłam, że ilość wydzielanego sebum faktycznie się zmniejszyła. Cena 25zł/50g

#3 Oczyszczająca pasta z liścmi manuka, Ziaja 
Co tu dużo mówić to cholernie mocny peeling mechaniczny. Genialnie oczyszcza i zdziera martwy naskórek. Jest to typowy peeling, które doskonale spełnia swoją funkcje, oprócz odświeżania nie mamy tu nic w bonusie. Jednak mi to nie przeszkadza. Ten produkt jest czymś czego długo szukałam, Ziaja wyprodukowała prawdziwą perełke! Nie polecma go do cery wrażliwej. Cena 10zł, Ziaja

#4 Facial Palatial, Bomb Cosmetics 
Ten peeling mógłby być moim numerem jeden! Nie jest nim tylko z jednego powodu. Zapach, nuty drewna sandałowego psują mi idelną spójną całość. Peeling sam w sobie jest cudowny, ma delikatną kremową konsystencje, jednak zdziera całkiem przyzwoicie. Po jego użyciu twarz jest przyjemnie mięciutka i delikatna, jak pupcia niemowlaka. Ogromny plus za skłąd, pełen naturalnych olei i innych skórnych dopieszczaczy. Cena 40zł/ Bomb Cosmetics

 #5 Organiczy peeling z miodem manuka, Dr.Organic
Bałam się go, przerażała mnie ciężka konsystencja oprata na miodzie. Długo zwlekałam z pierwszym użyciem, miałam przed oczami zapchaną twarz. Jednak nic bardziej mylnego! Oczyszczanie na najwyższym poziomie. Po myciu skóra jest 'dożywiona' wyraźnie widać zbawienne działanie miodu, aloesu oraz olei. Moje obawy nie miały pokrycia z rzeczywistością nawet przy długotrwałym stosowaniu. Polecam go szcególnie osobom z cerą suchą. Napewno wróce do neigo zimową porą. Recenzje możecie znaleźć tu klik. Cena to około 35 zł/Dr. Organic. Produkt natuarlny.


To by było na tyle. Mam nadzieję, że któryś z pokazywanych pzreze mnie peelingów przykuł waszą uwage. A może znacie któryś z nich? Jakie inne możecie mi polecić. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Buziak!

Wygraj Priorin Extra

Hej,

Przypominam Wam, ze dziś macie osttania szanse by wygrać trzy miesieczną kuracje Priorin Extra, zaczynamy o 18. Wygrywa 5 osób!